Mity wielkiego formatu – fotografia wielkoformatowa bez mitów

 Kamery wielkoformatowe są wielkie, ciężkie i nieporęczne

Podobnie jak ma to miejsce w przypadku większości mitów, jest tu ziarno prawdy. Niektóre kamery wielkoformatowe są faktycznie wielkie, ciężkie i nieporęczne. Wystarczy przyjrzeć się typowym kamerom studyjnym, takim jak Globica, Deardorff czy stare Zeissy, lub też kamerze ultrawielkoformatowej, o formacie powiedzmy 60 × 60 cm, a ujrzymy urządzenia rzeczywiście sporych rozmiarów, pozwalające na dość ograniczoną mobilność.

Kamera wielkoformatowa Vs lustrzanka cyfrowa. Jak widać nie każdy diabeł taki straszny, jak go malują. Fot. Małgorzata Bardoń


Nieporozumienie bierze się jednak z zupełnie niepotrzebnej generalizacji – nie wszystkie kamery są właśnie takie.

Dla wyjaśnienia: aparaty wielkoformatowe możemy, najogólniej rzecz biorąc, podzielić na kamery polowe i studyjne. Te pierwsze są zazwyczaj dość kompaktowe, zaprojektowane tak, by móc je złożyć w poręczną kostkę i bez problemu włożyć do plecaka. Podobnie ich waga jest zwykle dość ograniczona.

Inaczej rzecz ma się w przypadku kamer studyjnych, które z założenia nigdy nie miały być przenoszone czy używane w podróży. W tym przypadku konstruktorzy mogli rzeczywiście pozwolić sobie na postawienie przede wszystkim na stabilność, solidność i duże możliwości fotograficzne, za cenę mobilności i poręczności.

Niektóre spośród najlepszych kamer studyjnych faktycznie są ciężkie i trudne w transporcie; tyle że w studio nie ma to znaczenia. Fot. Małgorzata Bardoń

Druga kwestia to format kamery. Rzeczą oczywistą jest, że nawet kamera podróżna w formacie 30 × 40 cm będzie dość duża; wszak musi zawierać matówkę tych właśnie rozmiarów i mieścić taką właśnie kasetę.

Z drugiej strony większość kamer jest znacznie mniejsza, a jednym z najpopularniejszych formatów jest 4 × 5 cala. Najmniejsze kamery wielkoformatowe bez problemu mieszczą się w torbie fotograficznej, a niektóre konstrukcje są po złożeniu zaskakująco niewielkie.

Jak widać, nawet kamery o stosunkowo dużym formacie (13 × 18 cm) nie muszą wcale być duże – prezentowana na zdjęciu po złożeniu nie zajmie więcej miejsca niż lustrzanka. Fot. Małgorzata Bardoń

Trudno jest fotografować za pomocą kamery wielkoformatowej

W stwierdzeniu tym jest troszkę prawdy. Po pierwsze mamy do czynienia z najbardziej manualnym aparatem ze wszystkich, z aparatem, w którym nie ma żadnej wspomagającej nas elektroniki. Po drugie, mówimy przecież o aparacie o elastycznej konstrukcji, mającym o wiele większe możliwości niż lustrzanka. Mnogość dostępnych możliwości zwykle utrudnia pracę początkującym.

Z całą pewnością nie jest to też najłatwiejszy aparat do zastosowania w reportażu, chociaż właśnie takimi aparatami wykonano wiele zdjęć reporterskich powstających w USA w pierwszej połowie XX wieku.

Z drugiej strony wszystkie kamery wielkoformatowe są bardzo do siebie podobne i opanowanie obsługi jednej z nich pozwoli na swobodną pracę z każdą kolejną. Brak elektroniki też wcale nie musi być przeszkodą. Oczywiście nie ma tu trybu zielonego, ale osoba znająca podstawowe zasady fotografii będzie co najwyżej wymagała bardzo krótkiego przeszkolenia – na pewno krótszego niż opanowanie elektroniki zawartej w typowym współczesnym aparacie.

Nowoczesne kamery wielkoformatowe pozwalają na dużą swobodę pracy, a na rynku wtórnym nadal można znaleźć stosunkowo niedrogie aparaty.

Kamery wielkoformatowe są kosztowne

Nowe kamery, szczególnie te robione na zamówienie bądź charakteryzujące się nietypowymi rozmiarami, mogą być bardzo kosztowne. Dotyczy to zwłaszcza nowych konstrukcji specjalistycznych oraz kamer ultrawielkoformatowych.

Z drugiej jednak strony na rynku znajduje się wiele aparatów używanych, częstokroć w naprawdę dobrym stanie – aparatów, które pod względem możliwości fotograficznych wcale nie muszą ustępować nowszym konstrukcjom.

Sinar, Graflex, Mentor, FKD czy stare kamery Zeissa nadal pojawiają się na rynku wtórnym. Cena zależy oczywiście od modelu, formatu, stanu aparatu, obiektywu oraz znajdujących się w zestawie kaset, ale rozpoczęcie pracy z wielkim formatem nie musi oznaczać zakupu bardzo drogiego sprzętu.

Mentor Studio – przykład klasycznej kamery wielkoformatowej dostępnej również na rynku wtórnym. Fot. Małgorzata Bardoń

Fotografia wielkoformatowa wiąże się z bardzo wysokimi kosztami wykonywania zdjęć

Tu, ponownie zresztą, wiele zależy od naszego sposobu pracy, użytych materiałów i podejścia. Negatywy cięte, szczególnie te największe, są drogie i niejednokrotnie trzeba je sprowadzać na specjalne zamówienie.

Z drugiej strony negatywy do najpopularniejszego formatu 4 × 5 cala są znacznie tańsze niż materiały w większych formatach, a koszt pojedynczego zdjęcia pozostaje stosunkowo niewielki.

Jakby tego było mało, nikt nie mówi, że musimy pracować wyłącznie na fabrycznych negatywach. Możemy je zastąpić kliszami RTG, papierem fotograficznym – który przecież można wywołać odwracalnie tak, by uzyskać unikatowe pozytywy – można wreszcie skorzystać z techniki kolodionowej czy samemu wykonać negatywy szklane. Nie zawsze obniży to koszty, ale z pewnością podniesie poziom satysfakcji.

W przypadku kosztów fotografii wielkoformatowej podnosi się też często ten sam argument co przy pozostałych rodzajach fotografii analogowej: wykonywanie zdjęć cyfrowych praktycznie nic nie kosztuje, a tutaj koszty każdego kolejnego zdjęcia się sumują.

Warto jednak pamiętać, że w przypadku fotografii wielkoformatowej sam aparat może służyć przez dziesięciolecia, a kultura pracy jest zupełnie inna. Wielkim formatem zazwyczaj nie wykonuje się setek przypadkowych ujęć. Koszt pojedynczego zdjęcia jest więc tylko jednym z elementów porównania obu sposobów fotografowania.

Fotografia wielkoformatowa nie ma zastosowań komercyjnych

Zastosowań tych jest dziś znacznie mniej niż w czasach, gdy kamera wielkoformatowa stanowiła podstawowe wyposażenie wielu zawodowych fotografów. Nadal jednak istnieją obszary fotografii profesjonalnej, w których wykorzystuje się kamery techniczne oraz ich cyfrowe odpowiedniki.

Szczególne właściwości kamer technicznych – przede wszystkim możliwość wykonywania ruchów standardów i związanej z nimi kontroli perspektywy oraz płaszczyzny ostrości – nadal znajdują zastosowanie między innymi w fotografii architektury, wnętrz, krajobrazu i fotografii komercyjnej.

Istnieją również zastosowania niszowe, w których sam historyczny charakter procesu jest jego zaletą. Dobrym przykładem są wykonywane komercyjnie sesje w technice mokrego kolodionu.

Nie da się jednak ukryć, że komercyjne zastosowania klasycznych kamer wielkoformatowych są dziś niszą raczej niż regułą.

Samodzielne przygotowanie emulsji i ręczne wykonanie negatywów nie tylko pozwala na ograniczenie kosztów, ale przede wszystkim na uzyskanie zupełnie innych efektów niż w przypadku negatywów fabrycznych. Negatyw szklany pokryty emulsją jodo-bromową barwoślepą. Fot. Radosław Brzozowski

Fotografia wielkoformatowa wymaga rozbudowanej pracowni

Ponownie mamy tu do czynienia z bardzo szkodliwym uogólnieniem. Faktycznie, jeśli zamierzamy z negatywów wielkoformatowych wykonywać tradycyjne powiększenia, potrzebny nam będzie odpowiedni powiększalnik i pracownia odpowiedniej wielkości.

Jeśli zamierzamy negatywy skanować, nie każdy skaner sobie z nimi poradzi, szczególnie w przypadku większych formatów.

Z drugiej jednak strony, jeśli zdecydujemy się na wykonywanie odbitek stykowych, wystarczy nam kilka kuwet, szyba, lampka ciemniowa i sztywna podkładka, co trudno nazwać rozbudowanym wyposażeniem.

dr Radosław Brzozowski