Ilekroć mam przyjemność porozmawiać o technikach historycznych z osobami, które jeszcze przygody z nimi nie rozpoczęły, uświadamiam sobie, jak wiele wokół technik owych narosło mitów. Dotyczących kosztów, metod i warunków pracy, poziomu trudności czy wreszcie wyglądu samych zdjęć. Poniżej postaram się odnieść przynajmniej do części z nich.
Techniki historyczne są kosztowne
Jak w większości mitów, i w tym jest ziarnko prawdy. Problem w tym, że jest to jedynie niewielkie ziarnko. Faktycznie, niektóre techniki historyczne, takie jak platynotypia, wymagają użycia kosztownych odczynników i wiążą się z większą inwestycją przed rozpoczęciem pracy. Prawdą jest również, że niektóre techniki wymagają specjalnego sprzętu, w szczególności kamery wielkoformatowej. Tyle tylko, że sprzęt ten wcale nie musi być bardzo kosztowny.
W znakomitej większości wypadków prawda wygląda zupełnie inaczej. Koszt pracy zależy przede wszystkim od wybranej techniki, formatu odbitki i użytych materiałów.
W wielu procesach jednym z głównych kosztów jest papier, na którym wykonujemy odbitkę, natomiast ilości używanych odczynników są niewielkie. Różnica pomiędzy prostą cyjanotypią czy papierem solnym a platynotypią jest jednak na tyle duża, że trudno mówić o jednym „koszcie technik historycznych”.
Większość technik historycznych nie wymaga także specjalnych aparatów czy innego skomplikowanego osprzętu. Negatyw można przygotować z pliku cyfrowego i wydrukować na przezroczystej folii odpowiedniej do danej techniki.
Nawet jeśli potrzebny jest aparat wielkoformatowy, jak ma to miejsce na przykład w przypadku pracy w mokrym kolodionie, używany sprzęt nie musi oznaczać ogromnego wydatku. Na rynku wtórnym nadal dostępne są zarówno kamery stosunkowo niedrogie, jak i bardzo kosztowne konstrukcje kolekcjonerskie czy ultrawielkoformatowe.
Oczywiście czasami pojawiają się sytuacje wymagające bardzo kosztownego sprzętu, ale dzieje się tak zwykle wtedy, gdy chcemy wykonywać zdjęcia w szczególnie dużych formatach albo korzystać ze specjalistycznych konstrukcji.
Techniki historyczne wymagają rozbudowanego zaplecza
Tu sytuacja jest podobna. Istnieją techniki, które wymagają inwestycji w ciemnię czy wyposażenie laboratoryjne. Nie wyobrażam sobie na przykład robienia dagerotypii bez sprzętu gwarantującego bezpieczeństwo ani pracy nad emulsjami fotograficznymi bez własnej ciemni i podstawowego sprzętu laboratoryjnego.
![]() |
| fot. Małgorzata Bardoń |
W przypadku jednak znakomitej większości technik wyposażenie jest znacznie prostsze, a przestrzenią roboczą może być niewielkie pomieszczenie, które można odpowiednio przygotować i zaciemnić.
Sprzęt potrzebny do cyjanotypii, odbitki albuminowej, gumy chromianowej, odbitki olejowej, papieru solnego czy platynotypii nie wymaga zbudowania profesjonalnego laboratorium fotograficznego.
Techniki historyczne wymagają wieloletniej nauki i głębokiej wiedzy chemicznej
Tu wszystko zależy od techniki. Proste techniki żelazowe, takie jak cyjanotypia, pozwalają rozpocząć pracę bez zaawansowanej wiedzy chemicznej. Z pewnością nie oznacza to opanowania wszystkich tajników procesu, ale pozwala uzyskać pierwsze dobre rezultaty.
Inne techniki są bardziej skomplikowane, niejednokrotnie o wiele bardziej. Opanowanie którejkolwiek techniki na poziomie mistrzowskim to faktycznie sporo pracy.
Z drugiej jednak strony opanowanie współczesnego aparatu i cyfrowej obróbki obrazu również nie jest proste. Owszem, można fotografować w trybie automatycznym, ale poznanie wszystkich możliwości aparatu, światła i obróbki to wiele godzin pracy.
Podobny czas wystarczy do poznania podstaw nawet dość wymagającej techniki historycznej. Do mistrzostwa oczywiście nie wystarczy – ale podobnie rzecz ma się z fotografią cyfrową, gdzie mistrzowskie opanowanie warsztatu i obróbki również wymaga lat pracy.
Obraz powstały w technikach historycznych ma bardzo niską jakość
Ten mit to akurat wierutna bzdura. W znakomitej większości przypadków „zła” jakość obrazu wynika z przyczyn bardzo prozaicznych: braku umiejętności fotografa, kiepskiej jakości materiałów czy wreszcie złej reprodukcji lub skanu. Ilu z nas ocenia wygląd technik historycznych, nie obejrzawszy ani jednego oryginału?
Odrębną kwestię stanowią techniki, w których „niedoskonała” jakość może wynikać ze świadomej decyzji fotografa, jak dzieje się choćby w przypadku gumy chromianowej, pozwalającej na uzyskanie niezwykle różnorodnych rezultatów.
Wystarczy uświadomić sobie, że znakomita większość słynnych fotografii z XIX i początku XX wieku powstała z wykorzystaniem technik uznawanych dziś za historyczne bądź szlachetne, by zrozumieć, że jakość obrazu wcale nie musi być niska.
Wystarczy pomyśleć o pracach Edwarda Steichena, Alfreda Stieglitza, Jana Bułhaka, Henryka Mikolascha czy Eugène’a Atgeta. Warto też pamiętać, że wiele prac Irvinga Penna powstało w platynotypii.
Techniki historyczne są niebezpieczne dla zdrowia
I tu wszystko zależy od techniki oraz używanych odczynników.
Niektóre procesy, jak cyjanotypia, są stosunkowo proste pod względem bezpieczeństwa, ale również przy nich należy przestrzegać zasad pracy z chemikaliami: unikać kontaktu odczynników ze skórą i oczami, nie spożywać ich, przechowywać poza zasięgiem dzieci i nie mieszać z przypadkowymi substancjami.
Inne techniki wymagają znacznie większej ostrożności. Mokry kolodion wiąże się między innymi z użyciem łatwopalnych rozpuszczalników i związków srebra, a procesy chromianowe wykorzystują związki chromu(VI). Dwuchromian potasu jest obecnie w UE klasyfikowany m.in. jako substancja rakotwórcza, mutagenna i działająca szkodliwie na rozrodczość.
Dlatego przy takich technikach rękawice czy fartuch są tylko częścią zabezpieczenia. Potrzebne są również odpowiednia wentylacja, właściwe przechowywanie i oznakowanie odczynników, znajomość kart charakterystyki oraz właściwe postępowanie z odpadami.
Techniki historyczne są czasochłonne
I tu rzecz ma się podobnie do mitów wcześniejszych: jedne są, inne nie.
Guma chromianowa faktycznie może zajmować bardzo dużo czasu, szczególnie gdy pracujemy wielowarstwowo. Z drugiej strony istnieją techniki, które pozwalają stosunkowo szybko przejść od wykonania negatywu do gotowej odbitki.
Weźmy na przykład odbitkę albuminową, która ostatnio dołączyła do moich ulubionych technik. Jeśli w niedzielny poranek zrobię sesję wielkim formatem, fotografując na kliszy RTG, tego samego dnia wieczorem mogę mieć gotowe odbitki wystawowe – powiedzmy cztery, bo więcej zwykle z sesji nie wybieram.
No to proszę, rączka w górę: kto skończy sesję cyfrową o 13, a o 19 ma gotowe odbitki wystawowe? Albo chociaż skończone, porządnie obrobione zdjęcia? A przecież podany czas musiał mi wystarczyć nie tylko do wykonania odbitek, ale również do opracowania negatywów.
dr Radosław Brzozowski
