Aby nasze zdjęcia trwały – o trwałości fotografii

Rozwój technologiczny fotografii i zachodzące w niej zmiany to temat licznych i ożywionych dyskusji. Zwracamy uwagę na rosnącą łatwość wykonywania zdjęć, na spadającą cenę przysłowiowego klapnięcia migawką, na rosnące rozdzielczości matryc. Furorę robi grafika porównująca liczbę zdjęć, które można zapisać na kliszy 120 (ręka w górę, kto wie, co to w ogóle jest), na kliszy 135 czy wreszcie na średniej wielkości karcie pamięci.

W większości, jeśli nie we wszystkich porównaniach, fotografia cyfrowa pokazywana jest jako lepsza niż analogowa; zdjęcia nic nie kosztują (szczególnie te wykonywane telefonem, który i tak mamy), ich jakość z każdym dniem jest lepsza, a robi je się coraz łatwiej (i zazwyczaj coraz gorsze).

Odbitka pigmentowa


Fot. Małgorzata Bardoń
odbitka pigmentowa 

Zupełnie za to nie poświęcamy uwagi drugiej stronie, drugiej twarzy tejże rewolucji – zagadnieniom związanym z trwałością powstających zdjęć. A tu niestety wpływ rewolucji cyfrowej był zgoła opłakany. Ale zacznijmy od początku.

Gdy pojawiły się pierwsze metody fotograficzne, trwałość uzyskiwanych obrazów była w pewnym stopniu tajemnicą; nie było przecież odpowiednich danych ani nawet starych odbitek, po których moglibyśmy oceniać wpływ czasu na stan fotografii. Dodatkowo wzorcem trwałości, do którego zdjęcia porównywano, były obrazy malarskie, a te potrafią przetrwać wiele stuleci.

Z tych głównie powodów jako niezadowalająco trwałe oceniano techniki takie jak papier solny, odbitka albuminowa czy brąz Vandyke, nie wspominając nawet o cyjanotypii. Ich trwałość, wynoszącą przecież nie mniej niż 100 lat, uznano za tak dalece niezadowalającą, że przez cały czas poszukiwano metod lepszych, gwarantujących większą długowieczność obrazu fotograficznego. Poszukiwania te doprowadziły do rozwoju metod takich jak na przykład odbitka pigmentowa, która powinna przetrwać nawet pół tysiąclecia.

Papier solny

Jeśli dobrze się zastanowić, poszukiwania te były co najmniej uzasadnione. Oczywiście fotografia dość szybko stała się dla wielu ludzi hobby, sposobem spędzania wolnego czasu, niemniej jednak w większości wypadków jej funkcja była zupełnie inna: służyła uwiecznianiu chwil i ludzi, zapisywaniu ich na przyszłość – własną i dla potomności.

Za pomocą fotografii uwieczniano ważne chwile, ważnych ludzi (na przykład bliskich czy też osoby panujące), tworzono wreszcie dzieła sztuki, których autorzy – i kupcy, którzy w owe dzieła inwestowali pieniądze – pragnęli, by były one trwałe, istniały nie tylko do końca życia twórcy czy nabywcy, ale pozostały wiele lat po ich odejściu.

"Sopot", fot. Radosław Brzozowski
papier solny

Popularyzacja fotografii, rosnąca łatwość tworzenia zdjęć i spadające koszty przyniosły z jednej strony ogromny wzrost jej popularności, z drugiej sprawiły, że trwałość powstałych zdjęć zaczęła dla wielu z nas odgrywać coraz mniejszą rolę.

Jeszcze fotografia srebrowa wykonywana na papierach barytowych miała całkiem przyzwoitą trwałość, wynoszącą ponad 100 lat. Wiemy, że tak jest nie tylko dzięki zapewnieniom producentów, ale również z doświadczenia – mamy oryginalne odbitki sprzed ponad 100 lat.

Pojawienie się papierów RC, a przede wszystkim fotografii barwnej, sytuację tę bardzo zmieniły; szczególnie ta ostatnia w większości wypadków nie mogła się przesadną trwałością poszczycić. Co prawda równolegle powstawały technologie gwarantujące trwałość nie gorszą niż papier barytowy, ale ich zastosowanie było dość ograniczone.

O ile nasi dziadkowie pozostawiali po sobie znakomicie zachowane fotografie ślubne i zdjęcia z dzieciństwa – zarówno ich, jak i naszego – o tyle zdjęcia naszych rodziców są w większości jakby nieco wyblakłe, odbarwione. I to wcale nie ze względu na kiepską kolorystykę negatywów produkcji NRD.

Cyjanotypia

Wraz z pojawieniem się fotografii cyfrowej sytuacja uległa radykalnemu pogorszeniu. Większość technik pozwalających na uzyskanie dobrej archiwalności odeszła do lamusa, klisza i odbitka czarno-biała, czyli materiały stosunkowo najtrwalsze, z zastosowań profesjonalnych przeszły do zestawu narzędzi pasjonatów i amatorów, a fotografia profesjonalna w znakomitej większości nie tylko przestała korzystać z materiałów trwałych, ale wręcz utraciła fizyczną postać.

"Biebrza", fot. Radosław Brzozowski
Nawet stosunkowo nietrwała cyjanotypia wielokrotnie przerasta trwałością plik cyfrowy czy odbitkę z laboratorium fotograficznego


Dzisiaj fotografia dokumentalna, reportaż, zdjęcia mające pomóc zachować w pamięci tak bliskich, jak i możnych tego świata, powstają w formie pikseli i przechowywane są na płytach, dyskach, czasami w sieci. Do zniszczenia większości z nich wystarczy starzenie materiału bądź banalna awaria. Trwałość cyfrowych nośników jest bardzo zróżnicowana, a dodatkowym problemem pozostaje dostępność urządzeń i oprogramowania pozwalających na ich odczyt Ot, zwykłe przepięcie czy niedoskonałość dysku twardego.

Pomijając oczywiście fakt, że wiele zdjęć znika w odmętach niepamięci, zalanych milionami kolejnych fotografii bez znaczenia.

Dodatkowym problemem są ciągle zmieniające się standardy zapisu i stosowane do niego narzędzia. Kto posiada jeszcze komputer pozwalający na odczytanie dyskietek 3,5 cala? O dużych, 5¼ cala, nawet nie wspominając. Ten sam los z pewnością czeka kiedyś powszechne obecnie nośniki.

Technika olejna

Oczywiście istnieją techniki pozwalające na nadanie zdjęciom cyfrowym waloru archiwalności. Istnieją optyczne metody zapisu danych, które gwarantują ogromną, przekraczającą sto lat ich trwałość – zakładając oczywiście, że dane podawane przez producentów są prawdziwe, a za sto lat będziemy posiadali czytniki pozwalające na odczyt takiego zapisu.

"Miasto Gniew", fot. Radosław Brzozowski
Również odbitka olejna należy do najtrwalszych technik fotograficznych i przetrwa setki lat. 


Możemy korzystać z macierzy RAID, dostępne są także metody druku, które pozwalają na stworzenie odbitek czy wydruków o trwałości wynoszącej co najmniej 100 lat (każdorazowo, nieco łatwowiernie, zakładam, że dane podawane przez producentów są wiarygodne).

Tyle tylko, że mało kto z nich korzysta, a znakomita większość zdjęć nie jest w żaden sensowny sposób zabezpieczona przed utratą.

Nasi dziadkowie i pradziadkowie pozostawili nam zdjęcia, które nadal wyglądają znakomicie, niemal jak nowe. Fotografie naszych rodziców jakby z lekka wyblakły. Pytanie, jak za dziesięć czy dwadzieścia lat będą wyglądały zdjęcia nasze i naszych dzieci. Ilu z nas będzie musiało wierzyć, że pamięć wiernie zachowa twarze rodziców, dziecinne spojrzenia dzieci? Jak wiele budynków czy całych miast zniknie bezpowrotnie, bez fotograficznego choćby śladu?

Oczywiście możemy nadal nie widzieć problemu, nadal cieszyć się wolnością robienia „darmowych” cyfrowych fotografii i twierdzić, że problemu nie ma.

Guma dwuchromianowa

Możemy też zadbać o to, by przynajmniej najważniejszym z naszych fotografii nadawać formę zapewniającą im względną trwałość. Oczywiście nie będziemy w stanie tak zabezpieczyć wszystkich zdjęć; nie pozwolą na to czas i pieniądze. Ale tu akurat szkoda jest niewielka – większość wykonywanych zdjęć na trwałość zwyczajnie nie zasługuje.

Możemy przynajmniej zadbać o to, by te najważniejsze zostały. By pozostał trwały dokument ukazujący nasz świat, byśmy mieli trwały dokument dla naszych wspomnień, by twarze naszych bliskich nie zaginęły wraz z pogarszającą się pamięcią.

Możemy przynajmniej zadbać o wykonanie wydruków określanych dziś jako archiwalne. Choć ich trwałość nie jest tak naprawdę przesadnie wysoka, na pewno będzie to rozwiązanie lepsze niż przechowywanie jedynej kopii na nietrwałym nośniku.

Możemy wreszcie sięgnąć po przetestowane metody z przeszłości, po techniki permanentne stworzone właśnie po to, by zdjęcia trwały. Nawet jeśli nie chcemy robić tego sami, może warto zadbać o to, by nasze zdjęcia ślubne, zdjęcia naszych dzieci czy dokumentacja świata, który stworzyliśmy, przetrwały trochę dłużej?

A może po prostu uważamy, że to wszystko nie jest warte utrwalenia? Zachowania?

"Syria, Hama", fot. Radosław Brzozowski
guma chromianowa
Koła wodne w Hama w Syrii przetrwały dwa tysiące lat. Niestety, teraz pozostały po nich tylko zdjęcia.

dr Radosław Brzozowski